pless.pl - medium nr 1 w Pszczynie

Gorące tematy

  • 1 września 2012
  • 2 września 2012
  • wyświetleń: 10507

Motocyklem po Europie i Afryce

Prezentujemy pierwszą relację Basi i Pawła z wyprawy motocyklem po Europie i Afryce, której portal pless.pl jest patronem medialnym. Wyprawa rozpoczęła się 11 sierpnia z Irlandii, gdzie Basia i Paweł obecnie mieszkają. Miała skończyć się w połowie września. Ku naszemu zaskoczeniu w czwartek Paweł odwiedził naszą redakcje.

Paweł i Basia, podróż motocyklem
Basia i Paweł wyruszyli w podróż po Europie. Promują Pszczynę i krwiodawstwo.


Paweł i Basia, podróż motocyklem


Paweł i Basia, podróż motocyklem


Jak się okazało, podróżnicy po pokonaniu połowy trasy przyjechali do Pszczyny. Dlaczego? - o tym przeczytacie w relacji. My tylko zdradzimy, że Basia i Paweł znów są w drodze. Po niespełna dwóch dniach w rodzinnym mieście wyruszyli dokończyć zaplanowaną trasę.

Po zakończeniu wyprawy Basi i Pawła, 22 września na pszczyńskim rynku, odbędzie się impreza. Przewidziano mnóstwo atrakcji, w tym pokazy samochodów rajdowych, motocross, a przede wszystkim akcję krwiodawstwa. O szczegółach poinformujemy już wkrótce. Tymczasem zapraszamy na pierwszą relację z wyprawy wraz z galerią zdjęć.

--------------

Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich Plessowiczów z półmetka naszej wyprawy.

Połowa trasy za nami i 10 tyś km już nawinięte. Do tej pory przejechaliśmy przez kawałek Irlandii, północną część Francji i Hiszpanii, całe wybrzeże Portugalii, kawałek Maroka, południową część Hiszpanii i Francji, Andorę i przelotnie tylko część Włoch, Austrię oraz Czechy.

Cała początkowa część trasy przebiegała znakomicie i tylko minimalnie musieliśmy robić korekty założonej wcześniej trasy. Ze względu na brak dobrej pogody na północy Europy zdecydowaliśmy się odpuścić zwiedzanie samego wybrzeża i wybraliśmy szybszą drogę na zachód w kierunku słońca. Nie było sensu czekać na dobrą pogodę w jednym miejscu skoro słońce czekało na nas kawałek dalej.

Pogoń za bezchmurnym niebem trwałą pierwsze parę dni i dopiero od Portugalii mieliśmy piękne niebieskie niebo. Odpuściliśmy również zwiedzanie miast i zabytków a wybraliśmy przejazdy przez wsie by zobaczyć jak ludzie żyją w innych krajach.

Pierwszym robiącym wrażenie obiektem na naszej drodze był klasztor St.Michel w północnej Francji . Położony na półwyspie wielki "zamek" wyglądał wprost bajecznie. Jedynie natłok ludzi zwiedzających go był troszkę męczący.

Zwiedziliśmy też najdalej wysunięte na zachód punkty Starego Kontynentu i widok klifów z uderzającymi o nie falami Atlantyku był czymś co mocno przypominało nam Irlandię. Tylko kolor wody zdradzał nam gdzie naprawdę jesteśmy.

Algarve czyli południowa część Portugalii to miejsce, które z czystym sumieniem polecamy wszystkim, którzy chcą pojechać na wakacje. Piękne plaże oraz kolorowe klify i turkusowa woda sprawiają, że to miejsce jest jak z innej planety.

Nadeszła w końcu długo oczekiwana afrykańska część naszej trasy. Po przebiciu się przez szereg niezrozumiałych dla nas kontroli i wypełnianiu papierków w języku arabskim i francuskim w końcu spokojnie zaczęliśmy kręcić pierwsze kilometry na marokańskim terenie.

Galeria z pierwszej części wyprawy Basi i Pawła:

Motocyklem po Europie i Afryce - 1.09.2012 · fot.


Początkowo wszystko szło idealnie. Wraz z kilometrami na liczniku rosła temperatura na termometrze by dobić do 42 stopni w cieniu. Wpadliśmy na pomysł by schłodzić nasze przegrzane organizmy w oceanie. To był właśnie moment kiedy "afrykańska przygoda" zmieniła się w walkę o przetrwanie. Niesamowity chaos na drogach, brud i walające się śmieci, wszędzie dookoła klaksony i samochody jeżdżące według swoich własnych reguł mocno rzucały się w oczy. Spory kontrast w porównaniu z tym co przeszliśmy do tej pory. Na plażę nawet nie weszliśmy bo przeciskać się przez tłum ludzi wyglądających z daleka jak jakieś ogromne mrowisko nie należało do przyjemności.

Przy próbie wyjechania z miasta wpakowaliśmy się w 3 godzinny korek. Był to jak się później okazało najgorszy korek w jakim kiedykolwiek utknęliśmy. Temperatura w cieniu sięgała 43 stopni, w słońcu było ponad 60. Nie było szans by wydostać się z tego bocznymi drogami bo wszystko było zapchane. Silnik non-stop generował ponad 100 stopni. Przy asfalcie było ich chyba z milion. Zaczęliśmy się źle czuć, bo brak płynów bardzo szybko dawał o sobie znać. W końcu udało się wyrwać ze szpon tego miasta i pojechaliśmy do Rabatu by tam jednak podjąć ostateczną decyzję o jak najszybszym powrocie do Europy.

Podsumowaniem tej przygody były dwa dni odpoczynku ze względu na stan naszego zdrowia i stan motocykla. Po Afryce zostały nam poparzone od silnika, ramy i baku uda, odparzone od asfaltu stopy, odparzone tyłki oraz uszkodzone i opuchnięte palce w dłoni do tego stopnia, że nie mogłem utrzymać kierownicy. W motocyklu mocno przypaliliśmy sprzęgło i od tej pory zaczął się bardziej stresujący etap trasy.

Po Gibraltarze i południowej części Hiszpanii pojechaliśmy do Andory gdzie witały nas tłumy ludzi. Wszyscy wiwatowali, bili brawo i cieszyli się (nie wiem z czego). Była telewizja i mnóstwo policyjnej eskorty. Okazało się, że wpakowaliśmy się w jakiś duży międzynarodowy wyścig kolarski. Ciekawe doświadczenie:)

Sama Andora choć bardzo mała zrobiła na nas ogromne wrażenie. Ujmujące widoki, świetne kręte drogi i tanizna w sklepach oraz paliwo po 1,2 euro za litr sprawiały, że to raj dla motocyklistów:)

Aż szkoda, że sprzęt nie był w pełni sprawny. Odwiedzając 3 serwisy Hondy w Andorze i Francji wszędzie padała jedna diagnoza. Konieczna jest wymiana sprzęgła. Nikt nie miał go jednak na stanie a czas oczekiwania i ostateczna cena za wszystko trochę nas przerażało.

Całe szczęście, że nasz główny sponsor Olek Motocykle miał nasze sprzęgło na stanie i po chwili zastanowienia wsiedliśmy na motocykl ruszając w kierunku Polski. Po 26 godzinach ciągłej jazdy byliśmy w domu robiąc naszym rodzinom ogromną niespodziankę:)

Awaryjny powrót do Polski okazał się być najlepszym wyborem. Po niespełna dwóch dniach startujemy dalej kierując się już nie na Zachów lecz na południe w kierunku Alp.

Podsumowując pierwszą część wyprawy możemy powiedzieć, że nie żałujemy ani jednej minuty spędzonej w trasie. To co zostaje w naszych głowach będzie tam już na zawsze. Napotkani po drodze ludzie, z którymi rozmawiamy są bardzo życzliwi, otwarci i chętni do pomocy. Opowiadamy im o naszej akcji, o dzieciach z chorobą nowotworową oraz o potrzebie pomagania innym, a nie o myśleniu tylko o sobie.

Mówimy im też o naszym pięknym mieście i jak się okazuje sporo ludzi, nawet z Nowej Zelandii już tu było i bardzo miło wspominają wizytę w Pszczynie. Zapraszamy wszystkich do zwiedzenia zamku, rynku i do odpoczynku w parku. Widzimy po ich minach, że podoba im się to o czym im opowiadamy i tak się zdarza, że czasem nawet nie zauważamy, że już północ minęła.

Dziękujemy naszym sponsorom za pomoc w realizacji naszego marzenia:) - Olek Motocykle, Tele Biuro, Mega Sat, Darkojak, Don`t Stop Motors oraz Fundacja Iskierka. Więcej o nas na www.motoadventureteam.com

Z motocyklowym pozdrowieniem
Pawio i Basik

new / pless.pl

REKLAMA

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu pless.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.